Reklama

Spotkałem szczęśliwych Romów

Poszedłem, poszedłem w daleką drogę Gelem, gelem, lungone dromensa
Spotkałem szczęśliwych Romów Maladilem bakhtale Romensa

To pierwsze słowa Cygańskiego Hymnu Narodowego... Myślę, że opisują one doświadczenia nie tylko wędrownych Romów ale i doświadczenie nas wolontariuszy. Podczas naszej wyprawy na Słowację towarzyszyły one Mnie Monice, Basi i Agnieszce. Nasza wspaniała drużyna spontanicznie włączyła się w realizację zadania, którym była praca z Romami.

Już trzeci raz uczestniczyłem w wyprawie na Słowację i za każdym razem jest inaczej... Na początku mieliśmy problemy organizacyjne gdzie działać z kim, jak wygląda sytuacja w miejscu do którego przyjechaliśmy. Dwoma podstawowymi zadaniami naszej grupy było pomoc w realizacji europejskiego programu promowania kultury romskiej pt. Moje Serce i praca na osiedlu cygańskim na Rybniczku. Mieliśmy dużo zapału, ale program europejski był realizowany głównie przez słowacki świat kultury, artystów, malarzy, fotografów i muzyków. My jako prości studenci z Polski woleliśmy grać z dziećmi i zajmować im wolny czas rozmowami, zabawami i wspólnym tańcem. Może się to wydawać małym wkładem w program, ale moim zdaniem cyganie mogą promować swoją kulturę tylko kiedy są sobą – nie siedzą w ławkach lecz uczą się i pracują naturalnie z radością spontanicznie w tym bardzo pomagała zabawa. Podczas gdy słowaccy artyści jedli wspólnie my woleliśmy posiedzieć z dziećmi. Mówić dobrohuc – smacznego i posłuchać jak rozmawiają między sobą dzieci. Tym niemniej program realizowany przy współpracy z Dziełem Kolpinga był bardzo europejski, dlatego jako wolontariusze rządni wrażeń ale i chcący pomóc więcej szukaliśmy nowych miejsc gdzie moglibyśmy pomóc. Odwiedzaliśmy romskie osady w Podhradziu, rozmawialiśmy z rodzicami i dziećmi. Ostatecznie każdego dnia podążaliśmy pieszo jak wszyscy Romowie do ich osady oddalonej o 2 kilometry od miasta.

Była to piękna przygoda graliśmy z nimi na polanie w ich własne gry i zabawy, organizowaliśmy sesje zdjęciowe pięknych dzieci które chciały mieć z nami zdjęcie, uczyliśmy ich nowych gier i zabaw. Realizowaliśmy program podobny do polskiego Wakacje w mieście. Romowie na swoim osiedlu na ogół nic nie robili podczas wakacji, my zajmowaliśmy ich czas zabawą i wspólnie spędzaliśmy czas. W nagrodę dzieci na każdym kroku okazywały nam radość z tego, że przychodziły. Wybiegały z wioski by nas przywitać i skandowały nasze imiona gdy opuszczaliśmy wioskę. Ach to był piękny czas. Przedostatniego dnia pobytu Cyganie zaprosili mnie na wycieczkę pokazali okoliczne wzgórza, poczęstowali jabłkami i malinami, które znaleźli przy drodze. Piłem wodę z hydrantu i razem z dziećmi chodziłem przez wysokie gąszcze krzaków, śpiewaliśmy, tańczyliśmy. Dali mi się poczuć jednym z nich.

Gdy ostatniego dnia opuszczałem ich wioskę słyszałem wołanie – Gadżo co w tł. z języka romskiego znaczy pogardliwie biały, odwróciłem się i zapytałem dzieci dlaczego nazywają mnie Gadżo – Jeden z nich odpowiedział - Wujku ty już nie jesteś Gadżo-biały, krzyczeliśmy na pracujących opodal robotników. Jak widzicie wyjechałem jako Polak a wróciłem do Polski po części jako Cygan i nucę słowa pieśni:

Poszedłem, poszedłem w daleką drogę Gelem, gelem, lungone dromensa
Spotkałem szczęśliwych Romów... Maladilem bakhtale Romensa

Igor