Wspomnienia z Biłohirii
Dnia 26 czerwca, Marzena i ja-Weronika wyruszyłyśmy w stronę ukraińskiej Biłohirji, aby zorganizować tam letni wypoczynek dla dzieci z okolicznych wsi i miasteczek. Kiedy dotarłyśmy na miejsce okazało się, że Biłohirja to spokojne, urzekające pięknymi widokami, maleńkie miasteczko, w którym panowała błoga cisza. Do czasu…
Już we wtorek wiedziałyśmy, że raz na zawsze musimy pożegnać się z sielanką, którą zastąpiły radosne krzyki i śmiechy nowo przybyłych obozowiczów. Piętnaścioro energicznych maluchów co chwila wypytywało nas o zajęcia, jakie dla nich przygotowałyśmy. Warto dodać, że nie były to pierwsze kolonie organizowane przez ukraińskich księży, dlatego musiałyśmy się bardzo postarać, aby nauczyć dzieci nowych, interesujących rzeczy. Było naprawdę różnorodnie i kolorowo. Począwszy od lekcji języka polskiego na wesoło, na których uczyliśmy się zarówno alfabetu, słówek oraz piosenek, poprzez katechezy, zajęcia plastyczne oraz olimpiady sportowe.

Na zdjęciu: „Polska mowa”, czyli uczymy się części ciała.
Podczas całego pobytu, największą atrakcją okazała się nocna gra w poszukiwaniu skarbów, na którą dzieci wybrały się z zawiązanymi oczami.

Dużą frajdę sprawiały nam wieczorne seanse kinowe oraz wycieczki po okolicy. Udaliśmy się min. do cerkwi oraz odwiedziliśmy zaprzyjaźnione centrum rehabilitacji dla dzieci.

Niestety obóz trwał tylko dziesięć dni i bardzo szybko musiałyśmy pożegnać naszych małych obozowiczów. Większość dzieci nie chciała jeszcze wracać do domu, ale jak mówi stare porzekadło: wszystko dobre, co się dobrze kończy. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku będziemy mogły powrócić na zieloną Ukrainę, za którą już teraz tęsknimy.








